Dlaczego komunikacja sprawia tak duży problem? Rozmowa, użycie słów, ich wypowiedzenie. Ta podstawowa czynność dla niektórych jest tym czym dla mnie dajmy na to… astrologia. Różnica polega na tym, że ja nikomu nie wadzę swoją niewiedzą. Natomiast nieudaczne porozumiewanie się - owszem. Nieokreślenie przez druga osobę swoich zamiarów, pragnień, emocji skutkuje samymi kłodami u stóp. Profity z tego liche. Dlaczego nie potrafimy się porozumiewać? Czy staliśmy się już tak leniwi? Czy wynika to z naszych obaw? Jeśli tak, to czego się boimy?
Mam wrażenie, że większość z nas zgubiła swoją „ludzkość”. W tym zabieganiu, dążeniu do bycia perfekcyjnym. Czy stajemy się masowym produktem dostosowanym do norm unijnych? Bezdusznym tworem korporacyjnego drylu?
A może to egoizm połączony z lenistwem? Być może zwyczajnie nam się nie chce wkładać wysiłku w rozmowę, w wysłuchanie, w zrozumienie drugiej osoby. Wbrew pozorom jest to ciężka praca. Wbrew pozorom wszyscy o tym wiemy. I co? I nic. Świat się toczy, porozumieć się nadal z niektórymi nie można, pomimo usilnych mych próśb. Czasem czuję się jak misjonarz. Odkąd pamiętam, moje czarne owieczki stawiają zaciekły opór. Owe owieczki to z reguły moi amanci. Każdemu niestrudzenie niosę kaganek, rozświetlam, klaruję, przekonuję. Niestety ziarna padają na skały. Jak każdy misjonarz miewam chwile zwątpienia. Nie poddaje się jednak. Wierzę, że pewnego dnia moje ziarno trafi na podatny grunt. Czy tylko go znajdę? …







