piątek, 6 kwietnia 2012

tortura.

Kalendarz rozpoczął odliczanie kolejnym miesiącem. Czy ta zmiana coś wnosi? Nic. Nadal się szarpię ze wszystkim dookoła: z ludźmi, przedmiotami a przede wszystkim sama ze sobą.
Padają pytania, na które nie znam odpowiedzi. Są kotwicą. Uczucia nie uskrzydlają. Strach jak sznur, jak pęta.
Czym jest wolność? Czy w ogóle możemy być wolni żyjąc wśród innych? Odpowiedzialność jak szklany sufit.

środa, 22 lutego 2012

niezgoda.

Dawno mnie nie było. Zbyt wiele pracy, za mało czasu. Tyle się działo. Życie wśród ludzi jest takie oczywiste a jednocześnie tak absorbujące. Wciąż coś, czegoś ktoś chce, zaśmieca naszą przestrzeń swoimi żalami. Oczekuje braterstwa w smutku i umartwianiu bez powodu. Nie chcę się jednoczyć w bólu, którego nie znam i nie chcę przyswoić. To nie jest moje cierpienie. Nawet nie jest mi żal. Współczuję jedynie wyobraźni ukierunkowanej na negatywny biegun. Wbrew wszystkiemu, wbrew dziennikowi telewizyjnemu, czarnym literom krzyczącym ze stron gazet, sąsiadkom opłakującym podwyżkę energii -  życie może być piękne. Cieszę się, że oprócz osób o czarnych aureolach są obok mnie też te, o świetlistych i promiennych. Nie czuję się winna niczemu. Idę przed siebie i świadomie odpowiadam za swoje wybory. Jeśli komuś nie jest ze mną po drodze, zawsze może powrócić na swoją ścieżkę. Wspominać mnie miło bądź nie. Pamiętać lub zapomnieć. Oskarżać, przeklinać. Każdy z nas ma prawo do czynienia tego, co uważa za słuszne. Jednak czyjś osąd nigdy nie będzie dla mnie wyrocznią. Sama sobie stanowię prawo a sędzią i karą jest odbicie w lustrze.

piątek, 20 stycznia 2012

czerwone wino i biały śnieg.

Jak dobrze mieć grubą skórę. Patrzeć z boku na kogoś kto jeszcze kilkadziesiąt godzin temu był nawet istotny i nie czuć nic. Doświadczenie. Już tyle widziałam i czułam. Ta  przeszłość stanowi mój pancerz. Mogę spokojnie patrzeć, rejestrować kolejne doświadczenie. Zupełnie bez emocji. Trochę jestem tym zaskoczona. Nie wiedziałam, że osiągnęłam tak wysoki poziom znieczulicy w kontaktach międzyludzkich. Jednak czy kontakty damsko-męskie można nazwać międzyludzkimi? 
Za oknem leniwie pada śnieg. Patrzę na płatki, jak powoli opadają wirując. Czuję się wolna i lekka. Popijam czerwone wino i czuję radość. Taką w środku, głęboko i zupełnie bez powodu. 
Rano wstanę i pójdę dalej, zostawiając za sobą tych, którzy nie są warci dalszej uwagi. Takie jest właśnie życie - pełne wyborów.




poniedziałek, 9 stycznia 2012

partenogeneza.

Niedzielny wieczór. W zasadzie noc już. Gdzieś mi umknął ten czas. Robiłam tysiąc rzeczy żeby tylko nie myśleć. Nie do końca się udało. Przychodzi moment kiedy trzeba wyhamować, zakończyć dzień. Wtedy następuje czarna chwila - myśli  uwalniają się lawiną. Rozmnażają się, zupełnie jakby ciepło łóżka było inkubatorem. Zanim zasnę dotkliwie czuję jak bardzo bywam samotna. Boli. 
Bywają lepsze i gorsze dni. Dziś jest gorszy.
Może nie trzeba było być tak stanowczą? Może trzeba było nie widzieć? Może teraz  życie nie ziało by pustką? Tylko czy warto? Czy warto giąć kark przed osobami małymi?
Dlaczego trafiam na jednostki zubożałe, niewyposażone w zbiór elementarnych zasad? Oszuści, bawidamkowie, którzy wędrują od jednej do drugiej pani wymyślając coraz to żałośniejsze wymówki. Wygodniccy cwaniacy, królowie logistyki, którzy mistrzowsko przypiszą rolę każdej z pań: u tej jem, u tej śpię, ta się przyda bo ma znajomości, ta jest świetną ozdobą, a ta idealnie  spełnia się po dwudziestej drugiej... Są też wiecznie niezdecydowane klony Piotrusia Pana, kurczowo uczepione maminej spódnicy. Są też osobniki mniej inwazyjne, egzystujące zgodnie z zasadą: jak mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz. Są też oczywiście wieczni poszukiwacze. Nazywam ich producentami bo zachowują się tak, jakby szukali odtwórczyni głównej roli do oscarowego filmu. Nie sposób im dogodzić.
Gdzieś popełniłam błąd, coś mnie ominęło. Coś robię nie tak. Nie potrafię odgadnąć co.

Zaklinam jutro. Kiedyś karta musi się odwrócić.

piątek, 6 stycznia 2012

świętowanie.

Święta przeminęły zbyt szybko. Sześciometrowa choinka niosąca zapach świerka, migotanie lampek, błysk ozdób. Kurtuazyjne życzenia z ust rozciągniętych nie do końca szczerym uśmiechem. Karp, pośpiech, opłatek i niezliczona moc uścisków. 
Wyłączony telefon i  nieograniczony sen nadal pozostają w sferze pragnień. Wciąż szkoda czasu. Tak miło usiąść późnym wieczorem i gadać po świt w świetle choinkowych lampek, świec, w otoczeniu makowcy i dobrych osób. Mieć za sobą całą gonitwę odwiedzin. Móc roztrząsać niespiesznie wszelkie drobnostki. Tak, to dla mnie są Święta.
Potem  Sylwester. Huczna zabawa do białego rana w otoczeniu bliskich, zaprzyjaźnionych od lat osób. Tańce, hulanki, swawole! Cudowna atmosfera niepowtarzalności chwili. Feria emocji wywołana szampanem i niepewnością jaki będzie ten Nowy Rok. Czy zamieni niemoc w korzystny obrót losu, czy przyniesie ukojenie i spokój? Czy będzie łaskawy, wyrozumiały, dobry? 
Wysłałam swoje życzenia gdzieś wysoko pod niebo, do gwiazd. Niech się spełnią. Będę im w tym pomagać co sił bo na cud nie liczę.

Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę aby rok 2012 przyniósł postęp we wszystkich dziedzinach życia. Aby był to rok magiczny, pełen niezapomnianych chwil, które się wspomina latami. I niech każdy kolejny będzie już tylko lepszy! Bądźcie szczęśliwi i spełnieni.

piątek, 23 grudnia 2011

do Ł...

Większość osób lukruje w domach pierniki, piecze mięsa.. Nie wszyscy. Są też tacy jak ja,  którzy zamiast zająć się Świętami siedzą i piją wino, wspominają.. Są też tacy jak  Ty, którzy już tylko mogą być wspomnieniem przy wigilijnym stole.
Pożegnałam Cię dziś, odprowadziłam w ostatnią ziemską drogę.
Scenerię miałeś iście teatralną. Oszronione drzewa, para leniwie buchająca z ust żałobników. I te płatki szronu spadające w zwolnionym tempie. Ledwo dostrzegalna mgła, nieostrość powietrza, która łagodziła ostrość kształtów, kontrast czerni postaci i bieli śniegu. Wszystko takie nierealne.

Dziękuję, że sprawiałeś iż dzięki Tobie śmiałam się, wówczas gdy nawet nie chciałam się uśmiechnąć. Dziękuję za wszystkie wspomnienia. Dziękuję, że wobec Ciebie mogłam być człowiekiem ze wszystkimi swoimi ułomnościami,słabościami, grzechami i niegodziwościami, że przy Tobie mogłam być sobą. Nigdy nie oceniałeś. Zawsze wysłuchałeś, byłeś po mojej stronie niezależnie od okoliczności. Brakuje mi słów, wiesz?
Łez nie było i  nie będzie bo wiem, że nie chcesz. A te kilka? Wybacz..
Tyle pytań bez odpowiedzi. Ty już wiesz wszystko, ja nie wiem nic. Ale kiedyś się spotkamy i znów usiądziemy i będziemy gadać, gadać i gadać. Pić. I śmiać się do łez. Jak dawniej.
Będzie mi brak Twoich telefonów o trzeciej w nocy, pytań, śmiechu, jowialności, kojącego tonu, poczucia że po prostu gdzieś jesteś i zawsze mogę zadzwonić. 
Mówią: nie ma ludzi niezastąpionych. Otóż są. Ciebie nie zastąpi nikt. Nigdy.

Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie,
Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba...

czwartek, 15 grudnia 2011

przypływy, odpływy...

Zgubiłam się na moment. Wessał mnie wir, który odbiera czas. Na chwilę, na siłę ale wydostałam się z niego. 
Jaka moc sprawia, że na swojej drodze spotykamy takich a nie innych ludzi? Czy jest to przypadek? Jestem  przekonana, że coś jest po coś... Dlaczego jednak bywamy tak okrutnie traktowani? Pojawia się Ktoś. Powoli, nieufnie oswajam go. Krok po kroku zmniejszam dystans. Po cichu pojawia się zapomniane ciepło. Podkrada się znajome acz wypierane drżenie rąk, szybsze bicie serca, zaróżowione policzki, zagryziona w niepewności warga. Cały ten banał. 
Walka rozumu i serca wciąż się toczy. Dogorywa w zasadzie. Rozum polegnie. Nie powinien, bowiem wszystkie znaki na ziemi i niebie krzyczą, że to się nie powiedzie. Kolejna historia, z której wyjdę pozbawiona chęci ponownego dawania komuś uczuć, śniadania, ust. Po co w to brnę skoro trochę wbrew sobie, doświadczeniu? Liczę, że moc wiary i nadziei jaką mam, unicestwi góry przeszkód. Rozwieje, rozgoni konkurencję. Zapewni mi wymodlone szczęście. Choć na złudną i przykrótką chwilę. Wiem, że cena będzie wysoka. Warto. Dotyk ciepłej dłoni, wspólna kawa, spór, nasłuchiwanie miarowego oddechu nocą... Tu nie ma zbyt wysokiej ceny. Czas tak gna, tak strasznie i nieubłaganie przemija... Chcę wyssać każdą chwilę. Nie chcę szukać wiatru w polu i szczęścia w świecie skoro mam je w zasięgu ręki. Szkoda tylko, że ja nie jestem tym kogo to moje szczęście szuka. Nie na mnie ma przydział. Pozostaje mi łapczywie kraść chwile, pielęgnować je, świętować. Czekać na słony rachunek. Żałować nie będę, nie mam czego. Darmo nic, darmo nie ma już nic...