piątek, 20 stycznia 2012

czerwone wino i biały śnieg.

Jak dobrze mieć grubą skórę. Patrzeć z boku na kogoś kto jeszcze kilkadziesiąt godzin temu był nawet istotny i nie czuć nic. Doświadczenie. Już tyle widziałam i czułam. Ta  przeszłość stanowi mój pancerz. Mogę spokojnie patrzeć, rejestrować kolejne doświadczenie. Zupełnie bez emocji. Trochę jestem tym zaskoczona. Nie wiedziałam, że osiągnęłam tak wysoki poziom znieczulicy w kontaktach międzyludzkich. Jednak czy kontakty damsko-męskie można nazwać międzyludzkimi? 
Za oknem leniwie pada śnieg. Patrzę na płatki, jak powoli opadają wirując. Czuję się wolna i lekka. Popijam czerwone wino i czuję radość. Taką w środku, głęboko i zupełnie bez powodu. 
Rano wstanę i pójdę dalej, zostawiając za sobą tych, którzy nie są warci dalszej uwagi. Takie jest właśnie życie - pełne wyborów.




poniedziałek, 9 stycznia 2012

partenogeneza.

Niedzielny wieczór. W zasadzie noc już. Gdzieś mi umknął ten czas. Robiłam tysiąc rzeczy żeby tylko nie myśleć. Nie do końca się udało. Przychodzi moment kiedy trzeba wyhamować, zakończyć dzień. Wtedy następuje czarna chwila - myśli  uwalniają się lawiną. Rozmnażają się, zupełnie jakby ciepło łóżka było inkubatorem. Zanim zasnę dotkliwie czuję jak bardzo bywam samotna. Boli. 
Bywają lepsze i gorsze dni. Dziś jest gorszy.
Może nie trzeba było być tak stanowczą? Może trzeba było nie widzieć? Może teraz  życie nie ziało by pustką? Tylko czy warto? Czy warto giąć kark przed osobami małymi?
Dlaczego trafiam na jednostki zubożałe, niewyposażone w zbiór elementarnych zasad? Oszuści, bawidamkowie, którzy wędrują od jednej do drugiej pani wymyślając coraz to żałośniejsze wymówki. Wygodniccy cwaniacy, królowie logistyki, którzy mistrzowsko przypiszą rolę każdej z pań: u tej jem, u tej śpię, ta się przyda bo ma znajomości, ta jest świetną ozdobą, a ta idealnie  spełnia się po dwudziestej drugiej... Są też wiecznie niezdecydowane klony Piotrusia Pana, kurczowo uczepione maminej spódnicy. Są też osobniki mniej inwazyjne, egzystujące zgodnie z zasadą: jak mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz. Są też oczywiście wieczni poszukiwacze. Nazywam ich producentami bo zachowują się tak, jakby szukali odtwórczyni głównej roli do oscarowego filmu. Nie sposób im dogodzić.
Gdzieś popełniłam błąd, coś mnie ominęło. Coś robię nie tak. Nie potrafię odgadnąć co.

Zaklinam jutro. Kiedyś karta musi się odwrócić.

piątek, 6 stycznia 2012

świętowanie.

Święta przeminęły zbyt szybko. Sześciometrowa choinka niosąca zapach świerka, migotanie lampek, błysk ozdób. Kurtuazyjne życzenia z ust rozciągniętych nie do końca szczerym uśmiechem. Karp, pośpiech, opłatek i niezliczona moc uścisków. 
Wyłączony telefon i  nieograniczony sen nadal pozostają w sferze pragnień. Wciąż szkoda czasu. Tak miło usiąść późnym wieczorem i gadać po świt w świetle choinkowych lampek, świec, w otoczeniu makowcy i dobrych osób. Mieć za sobą całą gonitwę odwiedzin. Móc roztrząsać niespiesznie wszelkie drobnostki. Tak, to dla mnie są Święta.
Potem  Sylwester. Huczna zabawa do białego rana w otoczeniu bliskich, zaprzyjaźnionych od lat osób. Tańce, hulanki, swawole! Cudowna atmosfera niepowtarzalności chwili. Feria emocji wywołana szampanem i niepewnością jaki będzie ten Nowy Rok. Czy zamieni niemoc w korzystny obrót losu, czy przyniesie ukojenie i spokój? Czy będzie łaskawy, wyrozumiały, dobry? 
Wysłałam swoje życzenia gdzieś wysoko pod niebo, do gwiazd. Niech się spełnią. Będę im w tym pomagać co sił bo na cud nie liczę.

Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę aby rok 2012 przyniósł postęp we wszystkich dziedzinach życia. Aby był to rok magiczny, pełen niezapomnianych chwil, które się wspomina latami. I niech każdy kolejny będzie już tylko lepszy! Bądźcie szczęśliwi i spełnieni.