Tak. Zdecydowałam się pisać bloga. To taka próba sił, cierpliwości i wytrwałości. Czy zdołam? Nie wiem. Czy kogoś zainteresuję tym co mam do powiedzenia? Też nie wiem..
Jeśli jednak znajdzie się jedna osoba, która się uśmiechnie i poprawię jej nastrój - będzie miło..
Paryż.. Siedzi od dłuższego czasu w mojej głowie. Czekam z niecierpliwością na dzień kiedy tam pojadę. Teraz zimno, krótkie dnie. Z drugiej jednak strony - Paryż o świcie przyprószony bielą śniegu.. Kuszące. Tak przycupnąć w małym bistro, gdzieś za rogiem małej brukowanej uliczki.. Jeść delikatnego croissanta, patrzeć na ruch uliczny za oknem. Jest legenda mówiąca o tym, że ów półksiężycowaty wypiek to symbol powstrzymania najazdu Turcji na Europę w XVII wieku. Być może, kto wie..
Potem spacerować ulicami, poznać zapachy.. Odwiedzić Rue Cambon, gdzie boska Coco prowadziła swój zakład, poczuć się maluczką w obliczu strzelistej wieży Eiffla, podziwiać wystawy, gubić się w gąszczu ulic, ludzi ... Spacerować bez celu, mapy i pośpiechu. Zakochać się...
Mam nadzieję, że dziś znów będę śnić piękny sen o Paryżu..
Dobranoc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz